Sanktuarium Matki Bożej w Gietrzwałdzie

Cudowny obraz Matki Bożej w Gietrzwałdzie

Gietrzwałd - warmińska wieś w pół drogi między Olsztynem a Ostródą. Turyści chętnie tu zaglądają, bo miejscowość jest pięknie położona i blisko stąd do okolicznych lasów i jezior. Jednak wiele tysięcy ludzi przybywa co roku do Gietrzwałdu nie z myślą o wypoczynku ale żeby nawiedzić słynne Sanktuarium Maryjne, w którym 125 lat temu objawiła się Matka Boża. Łaski objawień doznały dwie dziewczynki: 13-letnia Justyna Szafryńska i 12-letnia Basia Samulowska.

Justynka Szafrańska była córką pomocnika młynarskiego, Wilhelma Szafryńskiego. Jej rodzina mieszkała w wiosce Nowy Młyn, oddalonej o 5 km od Gietrzwałdu. Żyli skromnie, ale bardzo pobożnie, ciesząc się szacunkiem sąsiadów.

Siostra Miłosierdzia
Barbara Stanisława Samulowska, wizjonerka z Gietrzwałdu

Barbara mieszkała z rodzicami w wiosce Woryty koło Gietrzwałdu. Rodzina była biedna, na chleb zarabiała ciężką pracą u bogatszych gospodarzy. Mimo trudnych warunków życia matka wychowała dzieci w głębokiej wierze.

Matka Boża, którą podczas objawień widziały Justynka Szafryńska i Basia Samulowska, miała postać pięknej młodej kobiety z długimi, opadającymi na plecy włosami. Spoglądała lekko błyszczącymi, niebieskimi oczami. Odziana była w białą obszerną szatę. Biła od Niej jasność. Zdarzenia, do których doszło w Gietrzwałdzie latem 1877 roku, szybko stały się znane nie tylko na Warmii, ale i wśród Polaków mieszkających w innych zaborach. Za pośrednictwem emigrantów wieść rozeszła się po Europie i trafiła do Ameryki. Gietrzwałd zaczęli masowo nawiedzać pielgrzymi. Matka Najświętsza prosiła dziewczynki o odmawiania różańca, czynienia pokuty i życia w łasce uświęcającej. Podczas ostatniego spotkania powiedziała do dzieci "nie smućcie się, bo Ja będę zawsze przy was". Niepokalana pobłogosławiła wtedy również źródełko i pielgrzymów. Przy Sanktuarium znajduje się źródełko z uzdrawiającą wodą.

Pielgrzymi w drodze do źródełka z uzdrawiającą wodą.

Zgodnie z zaleceniem Matki Bożej, dziewczęta wybrały życie w klasztorze. Justyna Szafryńska już w dzieciństwie była osobą o złożonym charakterze. Z jednej strony posłuszna i gorliwa w praktykach religijnych, okazywała czasem upór i próżność. Niewątpliwie była głęboko oddana Najświętszej Maryi Pannie i pilnie stosowała się do Jej zalecenia, by codziennie odmawiać Różaniec. Groźbę odsunięcia od tego nabożeństwa uważała za szczególnie surową karę.

Wstąpiwszy do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia przyjęła imię Augusta. Czasowe śluby zakonne złożyła razem z Barbarą Samulowską w Paryżu. Jednak po 14 latach życia w klasztorze opuściła zakon - nie odnawiając ślubów zakonnych. Motywy jej decyzji pozostają tajemnicą. Prawdopodobnie wyjechała do Westfalii i z czasem wszelki słuch o niej zaginął. Basia Samulowska swoje życie poświęciła dla biednych i cierpiących. Zmarła 6 grudnia 1950 roku w wieku 85 lat. Śmierć jej opłakało tysiące ludzi. W dniu 10 września 1967 roku aktu koronacji cudownego obrazu dokonał ksiądz Prymas Stefan Wyszyński i ksiądz kardynał Karol Wojtyła.

Na tą wielką uroczystość przybyło 150 tysięcy wiernych. Matka Boska podczas objawień dała obietnicę, że pijący wodę ze źródła otrzymają łaskę zdrowia duszy i ciała. Warunkiem otrzymania tej łaski ma być wytrwała modlitwa i zmiana życia.

Ksiądz Stanisław Chojnacki
pokazuje księgę otrzymanych łask i uzdrowień za przyczyną
Najświętszej Marii Panny.

W klasztorze znajduje się księga, gdzie spisywane są wszystkie łaski i doznane cuda za przyczyną Najświętszej Panienki i jej Boskiego Syna Jezusa. W 1970 r. papież Paweł VI podniósł gietrzwałdzką świątynię do rangi bazyliki mniejszej.

Komentarz przygotowała Krystyna Kupnicka, korzystając z pomocy czasopisma katolickiego
"Miłujcie się" i "Arka" oraz z materiałów historycznych Gietrzwałdu.

Dodatkowo wywiad:

Redakcja: W tym roku mija 125 lat od objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Jakie znaczenie miały one dla Sanktuarium, które przecież istniało już od kilku wieków?

Ks. Jan Brzozowski CRL: Objawienia gietrzwałdzkie stanowiły punkt zwrotny w dziejach naszego Sanktuarium. Wcześniej nie było ono tak szeroko znane i nawiedzane przez pielgrzymów, mimo że zasługiwało na uwagę ze względu na znajdujący się tu cudowny obraz Matki Bożej. Mieszkańcy Warmii, którzy w okresie zaborów - rządów kanclerza Bismarcka - nie mogli swobodnie podróżować do Częstochowy, za cel pielgrzymek obierali przeważnie Gietrzwałd. Zyskał on nawet miano "Częstochowy Północy". Władze nakazały usunąć z ołtarza głównego cudowny obraz. Nie chciano, żeby Gietrzwałd kojarzył się z Jasną Górą. Objawienia pokrzyżowały zaborcy szyki. Po nich do Gietrzwałdu zaczęły przybywać znacznie większe rzesze wiernych.

Jak Sanktuarium poradziło sobie z nagłym wzrostem zainteresowania ze strony wiernych?

Napływ pielgrzymów był tak duży, że trzeba było rozbudować kościół. I jak się dziś wchodzi do naszej bazyliki, widać w niej wyraźnie dwa style. Część pierwsza, ta stara, znajduje się pod dachem płaskim, deskowanym. Natomiast nowa, neogotycka, ma sklepienie żebrowane.

A jakie rozmiary ma ruch pielgrzymkowy dziś?

Przyjmujemy od 600 tysięcy do miliona pielgrzymów rocznie. To sprawia, że Gietrzwałd zalicza się do najczęściej nawiedzanych sanktuariów w Polsce. Liczba przybywających wiernych stale zresztą wzrasta. Pewną przeszkodą w ich przyjmowaniu był poprzednio brak miejsc noclegowych. Ludzie, którzy chcieli się na dłużej zatrzymać, nocowali w stodole, w prymitywnych warunkach. Dziś wierni mogą korzystać z Domu Pielgrzyma. Mieści on około stu osób.

Do Gietrzwałdu przybywa coraz więcej pielgrzymów. Jak to się dzieje, że popularność Sanktuarium stale rośnie?

Staramy się upowszechniać informację o naszym sanktuarium. Rozsyłamy do parafii w Polsce informatory, wiadomości o Gietrzwałdzie przekazujemy za granicę, nawiązaliśmy wiele cennych kontaktów z innymi sanktuariami w Europie. W ostatnich latach zauważam, że w Gietrzwałdzie zatrzymuje się wiele pielgrzymek udających się do Wilna. W roku ubiegłym u franciszkanów w Gdańsku, gdzie znajduje się kopia sławnego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, odprawiałem Mszę świętą. Rozpoczynając kazanie powiedziałem: Jestem tu, aby spłacić dług Matce Bożej Ostrobramskiej, bowiem Ona, zapraszając wiernych do siebie, pozwala im zatrzymywać się w Gietrzwałdzie.

Jednym z podstawowych przesłań Matki Bożej podczas objawień było wezwanie do trzeźwości.

Bezpośrednio po objawieniach powstał dość prężny ruch trzeźwościowy. Dziś również przypominając objawienia podkreśla się, obok wezwania Matki Bożej do odmawiania Różańca, Jej prośbę o trzeźwość. Gdy w Rzymie u Ojca Świętego była pielgrzymka osób uzależnionych od alkoholu, Jan Paweł II polecił im odbywanie w Gietrzwałdzie rekolekcji. W tym roku już po raz ósmy zgłosili nam oni swoją pielgrzymkę.

O Gietrzwałdzie mówi się, że to polskie Lourdes. Czy dużo jest udokumentowanych przypadków uzdrowień, które miały tu miejsce po objawieniach w 1877 roku?

Większość zbiorów archiwalnych dotyczących naszego sanktuarium znajduje się w Niemczech, w Berlinie. Kanonicy regularni są w Gietrzwałdzie od 1945 r. i dopiero od tego momentu możemy się wypowiadać o cudownych uzdrowieniach i nawróceniach. Przypadków takich było wiele. Myślę, że niedługo ukaże się księga opisująca cudowne uzdrowienia.

Wierni chętnie zaopatrują się w wodę z cudownego źródełka, które znajduje się na terenie Sanktuarium...

Źródełko ma swoją historię. Przed objawieniami zalewało ono pola, więc zostało zasypane. Kiedy jednak w czasie objawień wytrysnęło ponownie, ówczesny proboszcz gietrzwałdzki, ks. Augustyn Weichsel, odczytał to jako znak, że źródełko ma moc uzdrawiającą, podobnie jak w Lourdes. Na prośbę dzieci Matka Boża pobłogosławiła to źródełko. Dlatego dziś o Gietrzwałdzie mówi się, że to polskie Lourdes.

Bóg zapłać Księdzu za rozmowę.

Wywiad ze strony:
http://www.nasza-arka.pl/2002/rozdzial.php?numer=9&rozdzial=10#1

Góra