Błogosławiona Siostra Alicja Kotowska
(1899-1939)





Błogosławiona Siostra Alicja Kotowska urodziła się w Warszawie w 1899 r. Uczęszczała na prywatną pensję Pauliny Hewelkówny, w 1918 r. otrzymała maturę i rozpoczęła studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

Jako studentka medycyny w 1920 r. pospieszyła na front, aby pełnić funkcję sanitariuszki. Za bohaterską służbę została w 1932 r. odznaczona krzyżem Polonia Restituta. W okresie studiów poznała wspólnotę Sióstr Zmartwychwstanek, mieszkających blisko Uniwersytetu. Będąc na trzecim roku, postanowiła wstąpić do Zgromadzenia. W 1922 r. rozpoczęła życie zakonne w Kętach , a w 1924 r. złożyła pierwsze śluby i powróciła do warszawskiej wspólnoty. Wznowiła też studia uniwersyteckie na kierunku matematyczno - przyrodniczym, które ukończyła w 1929 r. Kiedy w 1930 r. otwarto gimnazjum na Żoliborzu, siostra Alicja została przez kuratorium skierowana tam na praktyki. Uczyła chemii, pełniąc jednocześnie obowiązki pielęgniarki. Po dwóch latach uzyskała wszystkie uprawnienia nauczycielskie. W 1934 r. została dyrektorką w upadającym gimnazjum w Wejherowie i pełniła tę funkcję do 1939 r. Troszczyła się bardzo o patriotyczne wychowanie młodzieży.

Siostry w swoich wspomnieniach podkreślają jej ducha modlitwy, powagę i respekt, jaki budziła, a zarazem dobroć i serdeczność, mądre wymagania, pokorę, umiejętność przepraszania i wielką odpowiedzialność, która nie pozwoliła jej uniknąć śmierci. Kiedy we wrześniu 1939 r. rozpoczęły się aresztowania duchowieństwa i inteligencji, rodzice uczennic proponowali Siostrze pomoc w zorganizowaniu ucieczki. Ona jednak nie chciała pozostawić sióstr i powierzonej jej placówki. 24 października gestapo aresztowało Siostrę Alicję. Nie pozwolono jej spotykać się z siostrami. Została rozstrzelana 11 listopada w lasach Piaśnicy na Pomorzu.

13 czerwca 1999 r. Ojciec św. Jan Paweł II, w czasie kolejnej pielgrzymki do Polski, zaliczył Siostrę Alicję Kotowską do grona błogosławionych męczenników II wojny światowej

Jej słowa trafiały do serca Gdy rankiem 11 listopada 1939 roku na dziedziniec więzienny wejherowskiego więzienia wjechały ciężarówki Aleksander Jankowski przywarł do okienka swojej celi. Widział jak opróżniano kieszenie więźniom, zezwalając na zatrzymanie im tylko chusteczek do nosa, a następnie popychając załadowano ich do ciężarówek. Siostra Alicja Kotowska dołączyła do tej grupy jako ostatnia. Zanim wepchnięto ją na pakę, otuliła ramieniem grupkę wystraszonych żydowskich dzieci dodając im otuchy. Ten ludzki odruch, w tak dramatycznym momencie, zrobił na Aleksandrze Jankowskim ogromne wrażenie. Scenka ta jest najbardziej znaną z życia wejherowskiej zakonnicy, którą 12 czerwca br. podczas uroczystości w Warszawie papież Jan Paweł II wyniósł do godności błogosławionej. Jak dowodzą historycy w jej niespełna 40-letnim życiu miało miejsce wiele wydarzeń, które wskazywały nie tylko na jej wyjątkową pobożność i zapatrzenie w Chrystusa, lecz także na niemal krystaliczny charakter, nieprzeciętną osobowość i gotowość poświęcenia się dla innych. W tym roku 11 listopada minie 60. rocznica jej śmierci, a 20 listopada przypada 100. rocznica jej urodzin.

Córka organisty Urodziła się w Warszawie jako druga córka Jana Kotowskiego i Zofii z Barskich. Niezwykle religijny i stateczny ojciec, który wychował siedmioro dzieci, nazywał ją Marylką i darzył szczególną miłością. Być może dlatego że była podobna do żony, którą nazywał [ósmym cudem świata]. Jan Kotowski nie rozstawał się z różańcem i codziennie wieczorem przy wspólnej modlitwie czytywał swoim dziatkom wybrane fragmenty Pisma Świętego. O nim samym warto nadmienić tyle, że to właśnie jego orkiestra grała przy powitaniu, powracającego z więzienia w Magdeburgu, Józefa Piłsudskiego. Marylka wraz ze swą starszą siostrą Hanią zostały oddane na pensję do gimnazjum Pauliny Hewelke w Warszawie, prowadzonego przez zakonnice. Jako dobrze przygotowane przez matkę dziecko Marylka została przyjęta od razu do drugiej klasy. Była sumienną uczennicą, potrafiącą zyskać sympatię koleżanek i nauczycieli, ale zdarzyło się w jej życiu szkolnym coś, za co mogła być nawet usunięta ze szkoły. Kiedy w listopadzie 1918 roku Jan Kotowski witał ze swą orkiestrą w Warszawie Józefa Piłsudskiego ta dotąd grzeczna i pobożna dziewczyna zainicjowała ucieczkę całej klasy z lekcji, po to żeby wziąć udział w tej niezwykłej uroczystości.

Dziewczęta uczestniczyły w szalonym epizodzie, podczas którego rozentuzjazmowani studenci wyprzęgli konie z powozu wiozącego przyszłego Naczelnika Państwa i sami ciągnęli go pośród okrzyków i wiwatującego tłumu. Na szczęście ojcu udało się załagodzić ten incydent wskazując na pobudki patriotyczne swojej córki, a komisja egzaminacyjna wydając świadectwo dojrzałości wystawiła jej ocenę wzorową z zachowania uznając również ten fakt za przejaw patriotyzmu. Na tym świadectwie były oceny różne - od dostatecznych do bardzo dobrych. Te najlepsze Marylka otrzymała z historii i chemii. Chcąc nieść ulgę cierpiącym wybrała studia medyczne, co spotkało się z dużą aprobatą całej rodziny. Mimo młodego wieku wstąpiła w 1918 roku do Polskiej Organizacji Wojskowej a jako studentka medycyny przez 8 miesięcy (do października 1920 roku) udzielała się jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża pomagając rannym żołnierzom w warszawskich szpitalach, za co w 1932 roku została odznaczona Krzyżem Orderu Polonia Restituta.

Habit zamiast białego fartucha Maria Kotowska była już na trzecim roku medycyny, gdy postanowiła wstąpić do klasztoru Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego. Duży wpływ na tę decyzję miało spotkanie z najbliższą przyjaciółką z gimnazjum Marią Przybyłowicz, która zdecydowała się na ten krok o rok wcześniej. Ta szokująca decyzja zaskoczyła również rodziców Maryli, ale ojciec, jako człowiek głęboko wierzący, potrafił zrozumieć i uszanować krok swojej ulubionej córki. Jako początkująca aspirantka Domu Nowicjatu w Kętach koło Bielska, do którego wstąpiła 29 lipca 1922, wybrała sobie imię Alicja. Od samego początku wyróżniała się skupieniem, przestrzeganiem klasztornego regulaminu i tolerowaniu zewnętrznych niedogodności. Łagodna i wyrozumiała dla otoczenia, nie miała litości dla siebie, robiąc sobie wyrzuty z powodu błędów, których doszukiwała się w swoim postępowaniu. Wielkie wyciszenie i zapatrzenie w Chrystusa, którego uznawała za Miłość Najwyższą, towarzyszyło jej przez całe życie.

Na studia powróciła jako zakonnica za zgodą przełożonej m. Antoniny Sołtan, z którą utrzymywała korespondencję, konsultując wszystkie swoje poczynania. Między innymi dlatego zamiast medycyny dokończyła chemię. 30 kwietnia 1929 r. obroniła pracę magisterską z chemii poświęconą badaniom ebulioskopowym. Otrzymała pracę w Seminarium Nauczycielskim w Sewerynowie, które potem przeniesiono na Żolibórz. Dwa lata później zdaje egzamin komisyjny i zostaje dyplomowanym nauczycielem szkół średnich. Pracując kilka lat na Żoliborzu po niespodziewanej śmierci dyrektorki seminarium s. Amaty Kossowskiej w 1934 roku siostra Alicja przejęła na krótko jej obowiązki. Na krótko, gdyż niespodziewanie mianowano ją dyrektorem Prywatnej Szkoły Powszechnej i Żeńskiego Gimnazjum Ogólnokształcącego w Wejherowie, gdzie powierzono jej również kierowanie Prywatnym Przedszkolem i internatem dla dziewcząt.

Siostra dyrektor W ciągu 5 lat pracy w Wejherowie s. Alicja dała się poznać jako znakomity dyrektor i pedagog, a także niedościgniony wzór cnót moralnych a wizytacje kuratorskie potwierdzały wzrost poziomu nauczania w kierowanej przez nią placówce. Wiosną 1938 roku rozpoczęła budowę trzypiętrowego skrzydła gimnazjum, które w lipcu 1939 roku, choć gmach nie był jeszcze dokończony, poświęcił ks. prałat Edmund Roszczynialski. Siostra Alicja organizowała swoim uczennicom i siostrom klasztornym różnego rodzaju imprezy i wycieczki. Pewnego razu zdecydowała się nawet na lot samolotem z lotniska w Rumi, podczas którego przelatując nad klasztorem w Wejherowie wyrzuciła bilecik we woreczku obciążonym piaskiem z pozdrowieniami z przestworzy. Wyrzucony przedmiot zauważyli marynarze z wejherowskiego batalionu, przeszukali ogród klasztorny i znaleźli [tajemniczą] korespondencję z podpisami 9 sióstr.

Siostra Alicja na co dzień skupiona i wyciszona potrafiła również bawić się i śpiewać, co przyjmowano z pewnym zdumieniem. Na jej niezwykłą osobowość zwróciły uwagę przybyłe do Polski ze Stanów Zjednoczonych dwie postulantki mające odbyć nowicjat w Kętach, a które przebywając w Gdańsku odwiedziły Wejherowo. Jedna z nich Virginia Lelewicz tak napisała w swoim liście o siostrze Alicji: "Przyglądałam się z uwagą s. Alicji przez całą godzinę. Jej oczy i wyraz twarzy ujawniały głęboką duchowość i świętość. Była w niej łagodność i pogoda. Trudno mi było odwracać od niej wzrok i przysłuchiwać się toczącej się rozmowie. Patrząc na nią doznawałam wewnętrznego pokoju..."

Niestety, za swoje wymagania wobec siebie, s. Alicja płaciła kłopotami zdrowotnymi. Jak wiadomo z jej korespondencji, po bardziej nieprzyjemnych zajściach w szkole miewała ataki wątroby. We wakacje 1939 roku s. Alicja po raz ostatni odwiedza rodziców mieszkających w Cieszynie. Jan Kotowski z dumą i rozrzewnieniem patrzył na swoją Marylkę, która przed powrotem nad morze odwiedziła Kęty i Jasną Górę.

Zdrajca otrzymał wybaczenie Pod koniec sierpnia po wspólnej modlitwie na wejherowskim cmentarzu s. Alicja, na ogół nie skłonna do zwierzeń, uczyniła jednej z zakonnic wyznanie: "... Miałam dzisiaj dziwny sen. Znalazłam się wobec cierpiącego Chrystusa. Zapytałam Go: - Panie, kiedy ja umrę? Pan odpowiedział: - Jak do tego domu będzie dobudowany dom. I dodała: Dom już dobudowany, może więc właśnie teraz ?..."

Po wejściu wojsk niemieckich do Wejherowa s. Alicja nakazała siostrom przebrać się w ubrania cywilne i poukrywać się. One jednak nie posłuchały swojej przełożonej i wolały trwać przy niej. Wobec licznych aresztowań wśród wejherowian, grabieży i terroru s. Alicja nie podejrzewając swojego woźnego Franciszka Prangi o współpracę z Niemcami powierzyła mu ukrycie w ogrodzie skrzynki z cenniejszymi przedmiotami kultu. Niestety woźny wskazał to miejsce Niemcom, którzy odnalazłszy skrzynkę zagrozili jej aresztowaniem. Do ucieczki z klasztoru i ukrycia się namawiała ją Anna Scheibe, matka jednej z uczennic, która przypadkowo dowiedziała się, że grozi jej natychmiastowe aresztowanie.

- Nie mogę ratować siebie cudzym kosztem - odpowiedziała Annie Scheibe s. Alicja dziękując jej za informację. Następnego dnia 24 października ok. godz. 15 przyjechało po nią Gestapo. Mieszkający w budynku klasztornym niemiecki kapitan Wermachtu zapytał gestapowców co im zawiniła.
- Wystarczy, że jest Polką - usłyszał w odpowiedzi. Gdy prowadzili s. Alicję, już jako aresztowaną, na jednego z SS-manów spadł niespodziewanie wazon stojący od lat u nóg figury św. Józefa. SS-man przestraszył się, ale czynił swoje. Jedna z sióstr chciała pójść w jej miejsce lub choćby jej towarzyszyć, ale Niemcy nie zgodzili się.
- Ona ma dostateczną opiekę - odparł ironicznie jeden z gestapowców. Zanim wsiadła do wojskowego samochodu zatrzymała się na chwilę i spojrzała ciepło w stronę zakonnic swoimi łagodnymi oczyma nie wypowiadając słów pożegnania. Ostatnie słowa, jakie wypowiedziała wsiadając do samochodu, brzmiały: "Wszystko wybaczam Franciszkowi".

Wielkość tych słów zrozumiały tylko same siostry zakonne, które odnalazły w tym stwierdzeniu analogię do chrystusowego wyznania na krzyżu: [Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą co czynią]. O uwolnienie s. Alicji zabiegano bezskutecznie. We więzieniu odwiedziły ją córka Wacława Zygmanowskiego - Wandzia i była uczennica sióstr - Irena Muller. S. Alicja przekazała najpierw pozdrowienia dla sióstr zakonnych, z zapewnieniem, że we więzieniu jest jej dobrze i poprosiła tylko o swój i ulubiony krzyżyk. W następnej informacji oprócz pozdrowień przekazała, że w nocy często ją budzą i zapalają światło. Aleksander Jankowski widział ją często modlącą się z różańcem w ręku, a gdy rozmawiał z nią zapytała czy ma coś do pocerowania. Często ją widziano z igłą w ręku. Rozstrzelano ją w Piaśnicy 11 listopada 1939 roku w Święto Niepodległości Polski. Za 9 dni miała ukończyć dopiero 40 lat. Nad jej mogiłą Nie mając dowodów śmierci siostry Zmartwychwstanki do końca wierzyły, że może s. Alicji udało się jakoś uniknąć śmierci. W 1944 r. podczas modlitwy nowicjatek w Bukowinie Tatrzańskiej mistrzyni zakonu s. Regina Gostomska modląc się zaczęła głośno przemawiać: "Alicjo, zawsze byłaś taka posłuszna, powiedz nam gdzie jesteś?" Nagle, jakby na jawie, ujrzała klęczącą postać s. Alicji z rękoma złożonymi na krzyż wypowiadającą wyraźnie słowa:

"I wyrok został wykonany".

Gdy s. Regina opowiedziała to zdarzenie przełożonej s. Salomei Solarz, obie uznały, że był to znak, iż s. Alicja nie żyje i trzeba zaprzestać jej poszukiwań. Po wojnie w grobie nr 7 znaleziono duży czarny różaniec, jaki nosiły przy pasku siostry zmartwychwstanki. Na tej podstawie domniemano, że właśnie w tym miejscu mogła zostać pochowana siostra Alicja.

Podczas spotkania przy jej grobie w pierwszym dniu po beatyfikacji sylwetkę s. Alicji wspominały dwie siostry pamiętające ją z domu wejherowskiego - Michalina i Cecylianna oraz jej uczennica z gimnazjum - Helena Makurat z Wejherowa.
- Już za jej życia mówiono o siostrze Alicji, że jest święta - mówi s. Cecylianna, która słyszała to będąc jeszcze dziewczynką myślącą dopiero o powołaniu zakonnym. Siostra Michalina widziała moment aresztowania s. Alicji i upadek wazonu spod figury św. Józefa na ramię jednego z SS-manów.
- Siostra Alicja była bardzo uduchowiona, ciepła, cicha i niemal krystaliczna. Nigdy nie podnosiła na nas głosu. A jeśli już coś komuś powiedziała, to bardzo delikatnie. Jej słowa trafiały do serca - mówi Helena Makurat.

Wspomniany w tekście Aleksander Jankowski, który przed wojną był kucharzem, jakimś cudem uniknął rozstrzelania w Piaśnicy i gdy siostry zmartwychwstanki wróciły po wojnie do Wejherowa zrelacjonował im wszystko, to co widział w wejherowskim więzieniu.

MODLITWA

Chryste Zmartwychwstały, który powołałeś
błogosławioną Alicję na drogę życia
zakonnego i obdarzyłeś wiernością w pełnieniu
przykazania miłości Boga i bliźniego spraw,
aby jej męczeńska śmierć wyjednała nam
męstwo w znoszeniu wszelkich cierpień.
Udziel nam za jej przyczyną
łaski, o którą Cię błagamy...
Niech przez wysłuchanie naszej prośby
wzrasta chwała Twoja na Ziemi.
Amen.

O otrzymanych łaskach należy powiadomić Siostry Zmartwychwstanki.

Ks. Andrzej Pradela napisał na ATK pod kierunkiem ks. dr Ernesta Kleinerta pracę magisterską pt. "Sługa Boża s. Alicja Kotowska (1899-1939). Męczennica. Studium Historyczno-Prawne". Wydarzenia z życia s. Alicji zinwentaryzowała s. Maria Beata Bieniek, wicepostulatorka w jej procesie beatyfikacyjnym. Życiorys s. Alicji znajduje się w "Bedekerze Wejherowskim" Reginy Osowickiej, Wejherowo 1996. Więcej na jej temat można przeczytać w książce s. Teresy Matea Florczak pt. "Jak kropla wody w oceanie" wydanej w czerwcu 1999 r. przez Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstanek w Poznaniu, skąd autor zaczerpnął większość informacji.

Henryk Połchowski
S. Alicja - reprodukcja z obrazka
Fot. Henryk Połchowski





OBRAZ MATKI BOŻEJ WEJHEROWSKIEJ pochodzi z drugiej połowy XVII wieku i związany jest z kultem Męki Pańskiej. Jego autor jest nieznany. Przedstawia on Najświęszą Maryję Pannę stojącą na Księżycu z Dzieciątkiem Jezus na lewej ręce i złotym berłem w prawej dłoni. Jej prawe ucho, ozdobione kolczykiem, jest odsłonięte tak, jakby słuchała próśb wiernych, którzy się do Niej zwracają. Obraz jest opisany w kronice klasztoru wejherowskiego pod datą 20 czerwca 1654 r. Zachowały się też dokumenty, z których wynika, że papież Pius IX udzielił w dniu 6 czerwca 1862 r. odpustu zupełnego wszystklim odwiedzającym kościół św. Anny w czasie Świąt Narodzenia, Zwiastowania, Oczyszczenia i Wniebowzięcia, co spowodowało później rozwój kultu maryjnego. Od 1 lipca 1959 r. na Kalwarii w święto Krwi Przenajświęszej odbywał się odpust z chorymi, który w 1984 r. został zmieniony na odpust Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. Obecnie odbywa się on w pierwszą niedzielę lipca a chorym udziela się wtedy sakramentu namaszczenia oraz błogosławi ich Najświętszym Sakramentem na sposób lurdzki. W 1974 r. przed obrazem MBW w charkaterze pielgrzyma modlił się ks. prymas - kardynał Stefan Wyszyński. 11 lutego 1987 r. podczas uroczystej Mszy św. we wspomnienie NMP z Lourdes 17 grup czcicieli MBW złożyło prośbę o koronację obrazu koronami papieskimi i od tego momentu 11-tego każdego miesiąca wierni gromadzą się przed ołatrzem MBW.

Liczne vota umieszczone obok obrazu, świadczą o wdzięczności wiernych za wysłuchanie Jej próśb.

Henryk Połchowski - Wejherowo








Sanktuarium Matki Bożej Wejherowskiej, Uzdrowienia Chorych na duszy i na ciele.

Opiekę nad Kalwarią Wejherowską i kościołem św. Anny od początku sprawują ojcowie reformaci.

Klasztor 00. Franciszkanów
ul. 00. Reformatów 19
84-200 Wejherowo
tel. (058) 672-17-55, tel./fax (058) 672-53-40



Opracowano na podstawie:
http://www.wejherowo.pl/new/index.php?c=pl&l=mlewa&s=koscioly&p=0

Mój dobry znajomy Pan Marek, zawsze ze swoją rodziną proszą Błogosławioną Siostrę Alicję Kotowską o pomoc i wiele im w ich życiu pomogła.
1. Prosił o szczęśliwą i bez cierpień śmierć matki i tak się stało, co było szokiem dla lekarzy, gdyż przez swoją chorobę miała cierpieć w bólach.
2.Siostra jego też była mocno chora już z przerzutami- lekarze nie dawali szans na przeżycie i znów modlił się do s. Alicji Kotowskiej i poraz kolejny go wysłuchała od razu następnego dnia bóle zanikły - mogła oddychać i do dnia dzisiejszego żyje:)
3.Jego brata żona nie mogła urodzić- 1 dziecko poroniła- i bardzo chcieli mieć następne- ale lekarz nie dawał szans, że tym razem urodzi - tylko, że znowu poroni- ale s. Alicja znowu wysłuchała prośby i ta kobieta urodziła dziewczynkę, która teraz jest zdrowa i żyję - a na imię ma ALICJA - po tej siostrze kochanej.:)

Obecnie, aby odwdzięczyć się tej siostrze. Pan Marek za to, że tyle uczyniła w jego życiu organizuje darmowe pielgrzymki zawsze 11 listopada w tę pamiątkową datę do lasu w Piaśnicy k.Wejherowa - aby wszyscy mogli ją poznać i ją wywyższać.

Ku czci Błogosławionej Siostry Alicji Kotowskiej materiał przesłała Wioletka Pazik



Góra